Zamek AngerNar Forum Index
Samotny Kurchan na wzgórzu

 
Post new topic   Reply to topic    Zamek AngerNar Forum Index -> Opowiadania
View previous topic :: View next topic  
Author Message
GM_online_0
Guest






PostPosted: Wed 20:05, 09 May 2007    Post subject: Samotny Kurchan na wzgórzu

"Kiedy tam dojdziem?" spytał Gotfried ubrany w swą płytową zbroję z czarnej balchy wyklepanej. Prowadzący ich Tharon co ubrany był w zieloną skórzaną zbroję z ćwiekami odrzek do idącego za nim "Dziś w południe bedziem na miejscu". Krasnolud odrzek na te słowa "Niech to ci licho. Przyspieszcie ino tom z przodu bo dopiro za pore klepsydr dojdzim. Nowet ni świta." Ishimaru miłczący przez całą drogę ozwał w końcu się "Wybacz krasnoludzie ale to ty tak wolno idzesz". Krasnolud warknął do niego i pogrozil mu ostrzem swego topora. Z zdenerwowaną miną kroczył dalej za towarzyszami tak szybko jak tylko mógł . Tharon zatrzymał się nagle i naciagnął strzale na cięciwe rozgladając sie w okół. Reszta również się zatrzymała i broń szykowała w milczeiu gdy Tharon obrocił leb ku nim i rzekłszy "Przesłyszało mi się." kroczył w przód ponownie. "Qarianie po co tam idzem? Ta bestyja może nas w ziemię wgnieść uderzeniem jednym" zagadał do niego Gotfried. Rudobrody krasnolud którego koniec brody był spinany przez zapinkę w kształcie goblińskiego łba rzekł do niego " A nu po tu zeby ubić chedożyńca". Czlek wlepiał tylko w krasnoluda swe błekitne oczy i sciskając w dłoni swą wlocznię szedł dalej nie odezwawszy się już do niego. Ishimaru wysoki elf o bladej skórze, delikatnej twarzy z odstajacymi uszami i blond włosach trzymający w dłoniach swe dwa ulubione sztylety czytać napisy zaczął na ich ostrzach wyryte. "Aroni Del Avergot" odczytał z tego dłuższego co w prawej dłoni trzymał na drugim widnial napis "Hoverex inda Sel Corma". Mój ""Koci Kieł" i "Letni Wiatr Corma" są żadne jego krwi. Mam ochotę mu je wbić w kręgosłup." rzekł Ishimaru po chwili zastanowienia. "Będziesz mieć okazje. Wszyscy będziemy mieli" Tharon odparł do niego spokojnym glosem. "Tym chcysz ubić Bergana z Wzgyrza Erdemis?" po wypowiedzeniu tych słów Qarian trzesząc brodą rechotał się głośno. "Tyn sztylet to myże ino mi nowet za wykałaczkę słyżyć a co dopiro Behemotowi". Elf spojrzał na niego i wyciagnął przed siebie "Letni Wiatr Corma" tak by krasnolud go widział dobrze i rzekł "Gdyby to zatem była twa wykałaczka to byś padl trupem na ziemię szybciej niż byś pierdnął panie krasnalu". "Zwożej na swe słowa ylfie!". Gotfried przestał się wrescie gapić na Qariana co teraz z Ishimarem się sprzeczał i rzekł do Tharona "Po co własciwie tam idzem? Jaki nasz cel?". Łucznik nie spoglądając się nawet na niego wzruszył ramionami i odparl "Qarian chciał". "Opowiesz coś o tym Behemocie ino?" Gotfried starał się podtrzymać rozmowę i dowiedzieć się czegoś więcej o tej istocie. "Ino wieka jest jak trzy ogiery. Ma szpony tak długie jak moja noga, caly grubą skorą okryty niczym zbroja rycerza twarda a pod tą zbroją ukryte są tylko kości i mieśnie. Jego czaszka twarda jak skala broni jego małego mózgu, z nozdrzy bucha mu ogień a jego paszcza w długie kły długości "Kociego Kła" są i sączy się z nich straszliwy jad co powali każdego na ziemie. Tak ino mi opowiedziałl jeden ślepy najemnik co wrócił z walki z jednym z tych bestyji. Opowiedział mi że walka byla trudna i zgineło paru jego kompanów a bestia padla dopiero gdy..." i szli razem. Tharon opowiadający Gotfriedowi swą opowieść a ten wsłuchując się w jego słowa nie zwracał uwagi na kłucacych sie elfa i krasnoluda. Czas mijał powoli, po paru klepsydrach słońce wychodzic poczeło znad horyzontu. Z każdą klepsydrą tereny przez które szli stawały się coraz bardziej opustoszałe przez istoty. Nie było słychać ni to ptaków ni to zwierząt. Każdy z nich coraz bardziej sie niepokoił, Ishimaru nawet co chwile spoglądał przez ramię jak by sie obawiał iż go coś zajdzie. Gotfried rozejrzawszy sie przełknał śline głośno a Qarian klepnął go w plecy i wypowiedział do niego te oto slowa "Ni masz si czygo martwić. Ubijem chędożyńca niż zdarzy ino ylf wyśpiewoć jedną swą piśń", nagle głos zabrał łucznik "Jesteśmy już blisko." wskazał swą dłonią na czarne wzgórze co wznosiło się w oddali. Spojrzeli wszyscy na nie i Gotfried rzekł "Teraz lepiej idzem cichcem". I tak też zrobili, szli w milczeniu i ostrożnie pod sąm górę starając się zachować jak najciszej. Dojście do tego wzgórza zajeło im wiele czasu a słońce górowało już w zenicie. Powoli wchodzili na wzgórze czując jak w nich strach narasta. Wpierw szedł Gotfried z Qarianem po boku za nimi Tharon a na końcu Ishimaru. "Wzgórze z czarnej ziemi na którym ni ma żadnego życia oprócz jednego" powiedzial cicho Ishimaru. Doszli na szczyt wzgórza i ujrzeli wylegującego się w słońcu Behemota. Bestia była taka jaką ją Tharon opowiedział Gotfriedowi. Usłyszała ich gdy zbliżyli się do niej na mniej niż sześć dziesiątek kroków. Podniosła się i wlepiła w nich swe czerwone oczy. Za każdym jej wdechem z jej nozdrzy buchał ogień. Jej łapy z długimi szponami zwisały aż do ziemi i liczyły koło jednego i połowy dlugosci roslego czleka a sama zgarbiona besti była wysoka jak dwóch mężów. Jej szara skóra blizn pełna była a paszcza kłów równie długich jak sztylety. Rozwarła szeroko pysk i wydała z siebie gniewny ryk co echem niczym mosiężna tuba poniósł się przez okolice. Tharon strzelil w nią strzałą z zadziorami która trafiła w leb tuż nad prawym okiem i zaraz druga strzała trafiła w muskularny bark bestii. Behemot ruszył ku nim szarzą a Qarian wykrzyczał "Odź ino Behemocie! Na pochybel ci!" i wykrzykując siarczyste obelgi w jej kierunku biegł. Gotfried ruszył za krasnoludem na bestię z włócznią wycelowaną na wysokości gardła Behemota a Ishimaru spiewał wojenną pieśń i delikatnym niczym kocim biegiem okrażał bestie. Nag głową krasnoluda kolejna strzała smigneła i trafiła Bestię w szyję lecz ona nie robiąc sobie nic z tego zbliżała się do krasnoluda. Gdy byli juz na pieć kroków od siebie Behemot zamachnął swą długą łapa celując w krasnoluda jednak ten pochylił się a szpony mineły jego leb o kilka cali. Krasnolud zrobil dwa kroki i wyskoczyl w gorę zamach biorąc swym oskardem i wykrzykując w niebo "Za Garguna!!!" z impetem wbił oskard w podbrzusze piekielnej istoty. Bestia skierowała swój łeb w niebo i wydała z siebie ogłuszający ryk gniewu. Ostrze ostarda utkneło w podbrzuszu istoty a sam krasnolud parę cali nad ziemią się unosił trzymając się wciąż jego rękojeści. Strzała kolejna trafila w gardło istote a ta spojrzała w dół na krasnoluda i uniosła w góre lewą łapę. "Uciekaj!" krzykną w ich strone Gotfried a na te słowa krasnolud puścił się rekojeści swej broni i pod nogami Bestii przebiegł jej za plecy. Usłyszał trzask i szczęk łamanego żelaza gdy po chwili Behemot opuścił swą dłoń w miejsce gdzie przed chwilą krasnolud się znajdował trzymający swój oskard wbity w podbrzusze przeciwnika. Broń krasnoluda z hukiem uderzyła w ziemię i odbiła się parę razy od niej. Ostrze co w Behemocie utkneło zostało oderwane i pozostało w nim gdy reszta broni spadła na ziemię. Gotfried odbiegł wreszcie do istoty i z rozpędu wbił jej w szyje grot włóczni jednak jego impet był na tyle duży a bestia taka harda iż człek odbnił się i na ziemię padł. Włócznia zostalą wyciągnieta przez bestie i wyrzucona pare kroków w bok a sam potwór ruszył w kierunku woja. Krasnolud podbiegl do swego uszkodzonego Oskarda i gdy go podnosił ujrzał jakiś błysk. Gdy szybko podniósł łeb dostrzegł elfa co wyskoczył właśnie i z dwoma sztyletami skierowanymi w potwora leciał na niego. Elf poczuł uderzenie i pieczenie nosa który widocznie złamał. Spojrzał w dół i ujrzał iż wisi w powietrzu trzymając się dwóch swych wbitych w Behemota sztyletów. Bestia nie zwróciła uwagi nawet na niego i stojąc nad Gotfriedem chwyciła go w szpony i do góry podniosła za nogę. Człek starał się jakoś temu zapobiec wbijając swe palce opancerzone w rękawice plytowe w ziemię jednak siła Behemota nie ma sobie równych wśród istot. Hełm mu spadl z łba gdy w góre go uniosła i do swej paszczy przybliżyła. Człek ratując się w ostatniej chwili wyciagnął miecz z pochwy i dźgną ją mieczem w rozwartą paszczę. Po chwili wyciagną miecz i chciał dźgnąć ją ponownie gdy nagle ujrzał blask w jej paszczy. Wypuścił z dłoni miecz i obiema rękoma zasłonił sobie twarz. Z paszczy wyleciał słup ognia trafiający człeka w pierś i rozgrzewający jego zbroję. Poczuł ciepło które chwile potem w okropny ból nie do zniesienia się przemieniło i zemdlał. Strzała śmigneła koło Gotfrieda i wbiła się stworowi w czerwieniące się z gniewu oko. Machać łapami poczeła i wypusciła człeka który w chwilę później uderzył z hukiem stali w pobliski głaz a sama Bestia szponami na boki wywijała i starała się wyciągnąć sobie strzałę z krwawiącego oka. Tharon podbiegl szybko do Gotfrieda i nałożywszy ręce na rozgrzaną zbroję wypowiedział jakieś zaklecie na oslabienie bólu. Ishimaru trzymał się mocno swych sztyletów co w plecy rozszalalej itoty wbite byly.Elf latal na prawo i lewo odbijając się od jej plecow i nie mogąc wyciagnąć z niej swych sztyletów. "Na pochybel ci! Na pochybel suko!" krzyczal rozszalały Qarian który wpadł w szał widząc śmierć Gotfrieda. Gdy krasnal podbiegl do istoty uderzył ją drugim tpoorzyskiem oskarda w kolano a później w piszczel. Kątem oka dostrzegł zbliżającą się ku niemu wielką lapę gdy w chwilę później ogarneły go ciemności. Głośny huk. Trzask metalu. Ciemność wiruje w okół niego. Przerażający ból przeszywający jego całe ciało. Otworzył oczy i spojrzał na powyginane blachy swej płytowej zbroji. Ból nie opuszczal go gdy podnosił się z ziemi ogluszony. Chwycił w dłoń swój oskard i biegł w kierunku istoty krzycząc głośno gdy bestia się odwrociła i pochwyciła go w swą lapę. Krasnolud nie mógl sie uwolnić z uścisku i z trudem oddychał. Podniosła go w górę i w paszczę wsadziła. Gdy ugryzła go wbijając w niego swe zebiska doszedl do walczących szczęk dziurawionej zbroji. Krasnolud ostatkiem sił wbił swą broń w sam środek czaszki behemota i po chwili puścił jej rekojeść. Bestia rozwścieczona szarpneła nim mocno w pysku i by go przeżula gdyby nie to iż wlocznia rzucona przez ledwo stojącego Gotfrieda trafila jej gardło. Wypluła krasnoluda podziurawonego od kłów wraz ze zmieszaną jej i jego krwią. Ishimaru wbił sztylet wyżej niż drugi i tak wdrapał się na behemota. Chwilę póżniej w drugim jej oku znajdował się "Letni Wiatr Corma" wbity w nie przez elfa. Istota padła na ziemię i starala sie sztylet wyciągnąć z oka. Oślepiona i zdezorientowana była już latwa do dobicia. Ishimaru podbiegl do niej i "Koci Kiel" wbil jej w tył czaski. Tharon wystrzelił jeszcze dwie strzaly jej w leb dla pewnosic lecz bestia juz od kilku chwil się nie ruszała. Ishimaru zostawil ją i biegł w kierunku rozłożonego na ziemi Gotfrieda. Spojrzał na jego twarz na którym grymas bólu było widać. Tharon krasnoluda podniósł i niosąc go na przedramionach zaniósł go koło rannego człeka. Elf nie zwracał uwagi na ból spowodowany złamaniem nosa. martwił się o życie swych towarzyszy. Gdy Tharon położył na ziemi majaczącego krasnoluda i obejrzał jego rany spojrzał na gapiących się na niego Gotfrieda i Ishimaru. Pokrecił głową dając im do zrozumienia iż nie da się krasnoluda już uratować. "Wiedzioł iż umre. Wiedzioł iż to będzi godny przeciwnik." wypowiedział cicho Qarian "Zbyt pyźno już. Ni czuji nóg i rąk.". Wsłuchiwali się w jego słowa wszyscy i Ishimarowi pierwszemu popłyneła łza z oka. "Czemu więc chciałeś walczyć z nim?" spytal sie przez łzy. "Krasnolud gdy traci honor ni myże życ. Stracił go ino w czasie walki o Giran gdy odwrycił si i uciekał z pola bitwy gdy rogi dudniły na odwryt. Powininem ostać i zginąć wtydy lecz ni zginełem. Cisze si iż miałem odwagę stowić mu czoła. Iż walczłl u waszego boku. Ja ino odejdy z tyd w kilko kwil lecz wy pozostonicie i pomitojci o mnie ino iż wolczył dzilnie. Nie zopomnijci o mnie i o mych czynach przyjacile.". Razem odrzekli "Nie zapomnimy o tobie. Przyjacielu.". Qarian zamknął oczy i zapadł w wieczny sen. Usypali wspaniały kurchan z kamieni gdzie pochowali krasnoluda wraz z jego złamanym ostardem i czaszką Behemota. Na Kurhanie ustawili wielki kamień a Ishimaru wyrył na nim napis "Tu leży Qarian Kragi'imaz syn Qritiana i Gezemy pogromca Bergena z wzgórza Erdemis. Uklęknij przed kurchanem glupcze i odejdz z tąd jak najszybciej gdyż przed tobą spoczywa nowy władca wzgórza.". Odpoczywali na wzgórzu przez dwa dni w ciągu ktorych Ishimaru wymyślił i spisał pieśn "O Qarianie i Bergenie" a Godfried z brzucha Behemota wyciagnął ułamane toporzysko oskarda Qariana i zachował je na pamietkę by przypominalo mu zmarlego towarzysza. Ostatniego dnia odpoczynku deszcz padał przez cały dzień. Wszyscy trzej spedzili pól dnia modląc się do Garguna o miejsce przy stole bohaterów dla Qariana w jego krainie zmarlych. Gdy skończyli się modlić powstali odwrócili się plecami do Kurchanu i ruszyli w drogę powrotną. Po przejściu paru kroków Gotfried poczuł potrzebę wypowiedzenia tych słów. Zatrzymał się i odwróciwszy łeb w stronę kurchanu wypowiedział "Do zobaczenia. Przyjacielu. Jeszcze się spotkamy." i z żalem w sercu ruszył za towarzyszami.
Back to top
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Zamek AngerNar Forum Index -> Opowiadania All times are GMT + 1 Hour
Page 1 of 1

 
Jump to:  
You can post new topics in this forum
You can reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum



fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Digital Dementia © 2002 Christina Richards, phpBB 2 Version by phpBB2.de
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
 
Regulamin