Zamek AngerNar Forum Index
Dolina Khorna

 
Post new topic   Reply to topic    Zamek AngerNar Forum Index -> Opowiadania
View previous topic :: View next topic  
Author Message
Snake
Stalowa Piesc
Stalowa Piesc



Joined: 25 Sep 2005
Posts: 1020
Read: 0 topics

Helped: 2 times
Warns: 0/5
Location: Legnica/Warszawa

PostPosted: Sat 19:43, 21 Jan 2006    Post subject: Dolina Khorna

Pierwsze promnienie slońca leniwie rozświetliły spowitą mgla dolinę Khorna. Niebo było całkowicie przesłonięte przez ponure, ciemne chmury z których padał deszcz zamnieniając wyschniętą doline w blotniste bagno. Po niebie krazyly kruki i wrony czekajac niecierpliwie na posilek. Na wschodnim krancu wylonil sie z mgly sie jezdziec na czarnym koniu, przyodziany w ciezka plytowa zbroje i dlugi czany plaszcz. Wstrzymal rumaka i zaczol wypatrywac z uwaga horyzont. Przed jego oczami roztaczal sie widok dziesiatek tysiecy orkow wznoszacych w przerazliwym jazgocie swoj orez. Rycerz jakby w odpowiedzi uniosl pewnie mlot w gore, runy zapisane na nim zaczely sie zarzyc oslepiajacym blaskiem. Z za jego plecow, powoli wylaniajac sie z mgly wyszly tysiace ciezko zbrojnych postaci. Na niebie rozlegl sie grzmot. Zakonnik oposcil bron i zawrocil konia w strone swych braci. Spojrzal na nich spokojnie poczym ponownie poderwal bron ku niebu wykrzykujac.
-Ten dzien bedzie chwalebnym dla Imperium! Wasze poswiecenie i przelana tu krew po wsze czasy zapisze sie na kartach histori. NIECH ZYJE IMPERATOR!!!
Tlum odpowiedzial.
- HAIL, HAIL- okrzyk byl tak donosny, ze mozna go bylo uslyszec w promniu wilelu stajan.
Zapadla cisza, zarowno po stronie ludzi jak i orkow.
Stalem tam wtedy w milczeniu, miedzy moimi towazyszam, przyjaciolmi dumnie patrzac przed siebie gotowy na sowoj los. Uslyszalem tylko - Do ataku!!! - bieglismy, orki rownierz ruszyly, niektorzy sie przewracali slizgajac na blocie, tratowani na smierc chwile potem przez napierajaca mase.
-Zewrzec szyk!- wykrzyczalem rozkaz do swoich ludzi, 37mej Imperial Fist.
Rozkaz zostal wykonany niemal natychmiastowo. Nagle doszlo do starcia, dwie armie zwaly sie ze soba. Spuscilem z szarzy swoj miecz na pierwszego napotkanego orka rozcinajac go niemalze w pol. Ciepla krew bryznela mi w twarz oslepiajac niemal calkowicie. Szybkim ruchem odrzucilem helm i przetarlem twarz reka. Rozejrzalem sie do okola - Bitwa sie rozpoczela, niech Imperator doda nam sil - pomyslalem i ruszylem dalej wycinajac sobie droge przez nadciagajacych orkow.

********

- Brrr, straszna opowiesc- wzdrygnela sie mloda elfka.
Aldur usmiechnol sie lekko i podrapal po glowie.
- Coz wojny nie sa piekne, historie o bohaterach w lsniacych zbrojach mozna miedzy bajki wlozyc- usmiechnol sie szczerze do efki.
- Jak opatrunek? - zapytala patrzac na niego troskliwie.
- Swietny - dotknol delikatnie zabandarzowanej czesci twarzy - rana krwawi coraz mniej - dodal z zadowoleniem.
- Ciesze sie - usmiechnela sie radosnie mruzac oczy jak kot - To opowiadaj co bylo dalej - rzucila po chwili niecierpliwie.
Aldur spojrzal przed siebie zatrzymujac wzrok na dwoch pobliskich moglilach lezacych obok siebie potem uniosl wzrok ku niebu - Tak blekitne i niczym nie zmacone - pomyslal, dawno nie czul takiego spokoju.
- Wiec.. - zaczol

****

Walka byla straszna, trwala juz prawie caly dzien, ziemia splynela krwia, a konca bitwy nie bylo widac. Moj oddzial walczyl na lewej flance. Nagle dostrzeglem zblizajaca sie do nas grupe ogrow. Gdy ujrzalem skory niedzwiedzie okrywajace ich monstrualne sylwetki zrozumialem, ze sa to berserkerzy z Norski. Potezne i swietnie wyszkolone bestje.
- Ogry! - ktos krzyknal.
Zacisnolem mocniej rekojesc miecza w dloni,
- Nie ulekniemy sie, nasza wiara nas osloni! - krzyknolem - Ogry! zniszczyc bestje.
Z dziesiatek gardel odezwal sie gromki okrzyk - Na smierc!
Pierwsze ogry dotarly dp naszych lin. Byly ogromne dwa i pol metra wzrostu, mialy obrzydliwe niczym swinskie, ryje i szaro blada skore. Kazdy dzierzyl ogromna maczuge czy tez korbacz. Moi ludzie chodz dzielnie walczyli i miejscami wygrywali nie bylo wstanie wytrzymac naporu orkow wspartego przez te monstra. Nagle dostrzeglem ich herszta, byl ogromny nawet jak na ogra. Wladal ogromnym dwurecznym mlotem. Kazde jego udezenie rozrzucalo imperialna piechote na boki niczym szmaciane lalki. Ruszylem w jego strone, gdy bylem kilka metrow od niego zauazyl mnie, patrzyl na mnie przez chwile i usmiechal sie w krzywym grymasi. Ja rownierz przystanolem, patrzylem z odraza w jego czarne, lypiace na mnie slepia. Ruszylismy na siebie, jego bron byla znacznie dluzsza od mojej, zanim moglem zareagowac on wyprowadzil pierwszy cios. Ledwo zdarzylem sie przed nim uchylic gdy przelecial tuz nad moja glowa, to byla moja szansa. Ogr po mimo swojej strasznej sily nie byl w stanie zawrocic tak rozpedzonej broni. Pewnie skoczylem do przodu tnac na odlew jego podbrzusze, miecz sie wbil gleboko rozcinajac je niczym noz kroji dojrzalego pomidora. Rana buchnela krwia i jego wnetrznosci wyplenely na zewnatrz. Myli sie jednak ten kto mysli, ze tak straszliwa rana moze powstrzymac berserkera. Jego mlot juz lecial na mnie z gory, bylo za pozno na jakikolwiek unik, tarcza byla jedynym moim ratunkiem. Bron bestji z tak ogromna sila udezyla, ze tarcza pekla niczym suchy herbatnik na dwoje.
Moja lewa reka zgruchotana uderzeniem opadala bezwladnie. Bol byl ogromny, jakims cudem jednak zachowalem przytomnosc umyslu katrujac z zamachy mieczem w kierunku jego szyji. Chybilem... miecz trafil w jego glowe na wysokosci nosa przecinajac ja na pol. Olbrzym zachwial sie poczym runol z loskotem na ziemie. Spojrzalem na swoja ranna reke, ewidetnie byla zlamana, nie moglem nawet palcem poruszyc. Podszedl do mnie nasz sierzant.
- Panie widzialem walke... - krzyknal do mnie - co z Twoja reka?
- Zlamana - odparlem spokojnie, reka wisiala bezwladnie, strozka krwi plynela z koniuszka srodkowego palca - wyzyje - dozucilem.
Sierzant kiwnol na to pospiesznie glowa, nagle na jego twarzy pojawil sie grymas bolu pomieszanego ze zdziwieniem. Z jego piersi sterczalo obsydianowe zakrzywione ostrze. Gdy tylko sie wycofalo ten bezwladnie osunol sie na ziemie. Stala za nim kobieta po smuklej sylwetce mozna bylo rozpoznac w niej elfia krew. Z jej palcow wyrastaly ogormne czarne skrzydla, na twarz miala zasuniety kaptur tak zeby jej twarz nie byla widoczna. W rekach trzymala naginate.
- Witaj kochanie - powiedziala zdejmujac kaptur, jej czarne loki opadly lekko na twarz.
- Lorenala... - wyszeptalem jakby do siebie.
Stalismy tak chwile patrzac na siebie.
- Myslalem, ze zginelas wtedy... tej nocy...
Elfka tylko lekko sie usmiechnela.
- Dolacz do nas mezu - powiedziala - ten bol... jest dobry.
- Lorenala - powtorzylem jej imie glosniej.
Dostrzeglem za jej plecami kleczacego akolite. Mamrotal jakies plugawe modly, nagle caly zesztywnial z ust , nosa i uszu zaczela wydobywac sie krew. Powietrze zaczelo falowac i gestniec. W miejscu w ktorym kleczal zaczela formaowac sie owalna mroczna plama.
- Wrota - pomyslalem - chca sie tutaj przedostac... - nagle wszystko bylo jasne - ta walka ta cala przelana tu krew ta ofiara to tylko poto zeby to umozliwic. Musialem cos zrobic zeby to jakos powstrzymac. dzielila mnie od tego tylko jedna osoba.
- Dobrze... - powiedzialem cicho.
Lorenala zdziwiona uniosla lekko brwi.
- Dobrze stane u Twego boku - powtorzylem glosniej.
Elfka uwodzicielsko sie usmiechnela i wyciagnela do mnie reke w zapraszajacym gescie. Zawachalem sie chwile, nie do konca pewny tego co zaraz nastapi, ruszylem w jej kierunku z opuszczonym mieczem. Zatrzymalem sie kilka centymetrow od jej twarzy, jej skrzydla otulily mnie szczelnie. Popatrzylem w jej zielone kocie oczy i powiedzialem.
- Nie zapomne Cie... tym kim bylas, kim bylismy dla siebie...
Elfka zmruzyla oczy w gescie zdziwienia ale bylo juz za pozno moj miecz przebil jej jedwabista skore.
- Wybacz... - szepnolem.
Strozka krwi poplynela z kacika jej ust, niemalze w tej samej chwili jej szponiasta dlon spadla na moja twarz rozrywajac ja i wylupujac mi oko.
- Zdrajco! - wyskrzeczala dlawiac sie i osowajac na ziemie. Podtrzymalem ja lekko nie pozwalajac jej upasc i ulozylem na ziemi.

*****

Aldur zatrzymal sie, z jego zdrowego oka poplynela jedna lza.
- Strasznie mi przykro rycerzu... - powiedzaial cicho elfka.
- Niepotrzebnie... ona odeszla juz dawno temu...
Elfka smutno kiwnela glowa.
- Co sie z nia stalo.. dlaczego taka byla? - zapytala.
- Chaos, mutacja - Aldur splunol z grymasem.
- Nie rozumiem tego wszystkiego do konca - naburmuszyla sie lekko.
- To nic, obys nigdy nie musiala tego pojac - usmiechnol sie do niej cieplo.
- Co bylo dalej?
- Ostatnie co pamietam to to ze zabilem kaplana resztka sil, cos sie wtedy stalo wrota staly sie niestabilne, nie pamietam, stracilem przytomnosc, a potem obudzilem sie w waszej wiosce.
Elfka lekko kiwnela glowa ze zrozumieniem.
Slonce wyszlo zza chmury, fala ciepla delikatnie udezyla Aldura w twarz.
- Masz jakas rodzine Aldurze?- zapytala ciekawie.
Aldur pokrecil glowa.
- Cala moja rodzina mieszkala w Nuln, gdzie sie urodzilem, jakies piec lat temu plaga mutacji dotknela to miasto. Sily Imperium, miedzy innymi ja... byly zmuszone do przeprowadzenia czystki w miescie, inkwizycja... prawie trzydziesci tysiecy istot podejrzanych o mutacje zostalo zgladzonych w tych dniach - zatrzymal sie na chwile - w tym moja rodzina.
- Tak mi przyro - elfka smutno pokrecila glowa.
Aldur spojrzal ziomno na nia.
- Zachowaj swoj zal dla innych, ja niemam juz lez ktore moglbym otrzec.
Nic nie odopowiedziala. Obydwoje zamilkli na dluzsza chwile.
- Wybacz jesli bylem niegrzeczny - powiedzial w koncu.
- Nic sie nie stalo.
Aldur kiwna glowa i wstal z lekkim trudem. Podszedl kilka krokow w kierunku nagrobkowi spojrzal na wygrawerowany napis.
- Ku pamieci bohaterow - przeczytal i spojrzal pytajaco na elfke.
Dziewczyna wstala z gracja i podeszla do rycerza.
- To dluga historia... - odpowiedziala - musze juz isc, opowiem Ci ja kiedys indziej - dodala przepraszajaco.
Aldur lekko skinol glowa, elfka zblizyla sie do niego, usmiechnela cieplo, ujela jego glowe dlonmi i pocalowala delikatnie w nos.
- Do zobaczenia bohaterze - porzegnala sie. Aldur usmiechnol sie nieznacznie na dowidzenia. Elfka ruszyla lekko biegiem w kierunku miasta.
Rycerz odprowadzal ja wzrokiem, az zniknela mu z oczu. Spojrzal na mogily, byly porosniete przez wyschniety juz bluszcz splatajacy je ze soba, byl tak gesty, ze uniemozliwial odczytanie imion. Pomiedzy nimi kwitla czerwona roza, nagle zawial wiatr i stracil jeden jej platek.
Aldur zmrozyl lekko oko i ruszyl powoli w kierunku miasta.


The post has been approved 0 times
Back to top
View user's profile
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Zamek AngerNar Forum Index -> Opowiadania All times are GMT + 1 Hour
Page 1 of 1

 
Jump to:  
You can post new topics in this forum
You can reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum



fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Digital Dementia © 2002 Christina Richards, phpBB 2 Version by phpBB2.de
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
 
Regulamin